Zakon Świętego Pawła Pierwszego PustelnikaSolus Cum Deo Solo

Ordo Sancti Pauli Primi Eremitae - Zakon Świętego Pawła Pierwszego Pustelnika

Liturgia dnia

Dziś o powołania i za powołanych modlą się:

Video




TERMINY
rekolekcji

Transmisja z
Kaplicy Matki Bożej
na Jasnej Górze


stat4u

Powołanie » Pytania i odpowiedzi

Jeśli chcesz o coś zapytać, napisz na adres: powolania.paulini@gmail.com

 


Moja historia jest chyba trochę dziwna, od dziecka chciałem być księdzem albo zakonnikiem i tak lata mijały aż do ostatniej klasy szkoły średniej. I tu na kilka miesięcy przed maturą Bóg postawił na mojej drodze dziewczynę, w której się zakochałem, a myśl o wstąpieniu do zakonu czy seminarium rozproszyła się, ale nie całkowicie. Gdzieś w sercu czułem niedosyt i to pragnienie pójścia za Jezusem pojawiało się w wielu sytuacjach. Jestem z dziewczyną prawie dwa lata i myślałem, że to jest moja droga, ale teraz znów odzywa się ten głos pójścia za Nim. Nie wiem co mam robić. Z jednej strony jest dziewczyna i chce dla niej jak najlepiej, a z drugiej to przekonanie, że Bóg się nią zaopiekuje i da jej więcej szczęścia niż ja. W słowie Bożym znajduje odpowiedź, bo przecież Jezus powoływał a oni zostawiali wszystko i szli za Nim. A mi brakuje odwagi. Mam nadzieję, że Jezus przemówi do mnie w osobie która odpowie na moją wiadomość.  

Odpowiedź na Boże powołanie wymaga odwagi i stanowczości. Zwłaszcza życie zakonne, które jest konsekracją, czyli oddaniem się na wyłączną własność Bogu, wymaga porzucenia wszystkiego, co tej wyłączności będzie się sprzeciwiać. Powołanie zatem kosztuje, ale wszystko co jest cenne kosztuje i wymaga ochrony. Miej odwagę rozeznawać patrząc na życie nie tylko pod kątem tego co jest dziś, bo nie zawsze będzie tak jak jest dziś. Od dobrego rozeznania powołania zależy szczęście człowieka. Jeśli źle zdecyduje całe życie będzie nie na swoim miejscu. Jeśli ktoś ma powołanie zakonne a ożeni się, po pewnym czasie zauroczenie małżeństwem mija a zostaje szara codzienność z poczuciem tęsknoty za zakonem, taki człowiek sam się męczy, męczy żonę, dzieci i rodzinę. Żyjąc z niespełnioną tęsknotą staje się frustratem nieznośnym dla otoczenia. I odwrotnie - jeśli ktoś ma powołanie do małżeństwa, a wstąpi do zakonu i jeszcze zostanie kapłanem, tak samo mija zauroczenie, przychodzi zwykła codzienność, budzą się tęsknoty. Taki człowiek nie będzie dobrym pasterzem, także będzie frustratem męczącym innych i do tego nierzadko przyczyną skandali w Kościele. A zatem to odważne, obiektywne i mądre rozeznanie jest bardzo ważne. Taką właśnie odwagę i stanowczość mieli Apostołowie, jak sam zauważyłeś, potrafili natychmiast porzucić dla Jezusa wszystko, co przecież było dla nich najcenniejsze. Im większą cenę zapłaci się za decyzję, tym jest dojrzalsza, im łatwiej coś przyszło, tym łatwiej zgadzamy się na utratę tego.

 


Czym różni się powołanie od marzenia? (…) Ja myślę, że jest tak: najpierw jest chęć, potem marzenie, następnie próba a na końcu powołanie, kiedy sami sobie odpowiemy że to jest właśnie to, co chce w życiu robić i sami nazwiemy juz wtedy to po imieniu, analogicznie odnosi sie też to do miłości. Najpierw spotkanie, chęć spotykania się z drugą osobą, próba, na końcu wiesz że to miłość. Tak myślę. Może to i błędnie, bo to bardzo ludzki sposób myślenia, ale nie mnie to oceniać. Obejrzałem filmik na Youtube - „Początek drogi”. Jest świetny. Padają tam takie słowa: „To prości ludzie, grzeszni, zagubieni, szukający prawdy o sobie samym i Bogu”. Jestem pełen podziwu dla tych chłopaków, którzy nie boją się przyznać ze są zagubieni, myślę że nie ma nic gorszego, niż zatracić własne człowieczeństwo, a czym to sie kończy wiemy z historii choćby II wojny światowej. 

Powołanie Boże rozpoznaje się najpierw po wewnętrznym głębokim pragnieniu. Pragnienie to jest czymś trwałym, podczas gdy marzenia, to pewne zachcianki, które się zmieniają. Marzenia ulatniają się pod naporem przeciwności, pragnienie pozostaje, nawet gdy piętrzą się trudności. (Stąd te trudności są istotnym doświadczeniem w przeżywaniu powołania.) Nie jest to zatem kwestia stopniowania, to dwie odmienne sprawy, które właśnie trzeba od siebie rozróżnić. Na dojrzałości tego rozróżnienia skupia się głównie badanie prawdziwości powołania w procesie formacji zakonnej. W porównaniu do miłości jest jeden błąd. Chodzi o samo rozumienie miłości. Nie ma miłości na próbę! Kochać to bezinteresownie być darem z siebie samego dla innych, zabiegać o najwyższe dobro dla drugiego, służyć. Natomiast "próbowanie" jest rodzajem negocjacji, czyli ustalaniem zakresu własnych korzyści z relacji z drugim człowiekiem. To czysty egoizm, a ten jest przeciwieństwem miłości. Dokładnie ten sam problem pojawia się w odkrywaniu powołania do życia zakonnego. Odpowiedź na nie musi być motywowana jak najbardziej miłością. Tymczasem coraz częściej odpowiedź na powołanie przybiera formę negocjacji z Bogiem. Centralnym staje się pytanie: co ja z tego będę miał? A Jezus mówi konkretnie: "Kto chce iść za mną, niech się zaprze samego siebie..." W odpowiedzi na Boże powołanie do życia konsekrowanego, musi być wewnętrzna wola pozostawienia wszystkiego dla Boga! Jeśli jest takie pragnienie, to przetrwa trudności i obawy. Jeśli nie, to było to tylko marzenie o radykalnej miłości do Chrystusa. Rzeczywiście dobrą analogią jest narzeczeństwo, ale narzeczeństwo przeżywane w prawdziwej miłości, jako rozpoznawanie prawdziwości swoich motywacji, dojrzałości, pragnienie bycia darem dla kogoś, odpowiedzialności, badanie czy prawdziwie chodzi o miłość, czy nie jest to tylko zachcianka egoizmu, a więc „używanie” kogoś dla własnych, różnie pojmowanych korzyści.

 


Zakonnikom podobno łatwiej jest dobrnąć do schodów modlitwy, bo wyzuli sie wcześniej z siebie. (Tak przynajmniej słyszałem). Czy codzienne życie paulina może być nadzwyczajne, pełne obecności i zjednoczenia w Miłości? I czy ojcowie muszą siedzieć tak cicho, jak myszki pod miotłą, nie realizując życia poza modlitwą w klasztorze? I jak wygląda życie wewnetrzne, czy jest pełne burz, czy mogę znaleźć w zakonie Paulinów ciszę (nadzwyczajną) o której marzę?  

Życie zakonne paulinów to nie tylko modlitwa i umartwienia. Jesteśmy także zakonem duszpasterskim, a więc podejmującym pracę apostolską, która wymaga aktywności i wychodzenia z własnym życiem duchowym na zewnątrz klauzury, do ludzi, którym posługujemy. Jednak fundamentem, inspiracją i siłą tej pracy, w przypadku naszego charyzmatu, jest wewnętrzne trwanie przed Bogiem - "Solus cum Deo solo" - "Sam na sam z Bogiem", w sanktuarium własnego serca, co nie zawsze musi oznaczać konieczność fizycznego pustelnictwa i milczenia. Choć oczywiście troska o wyciszenie jest pomocna i bardzo istotna. Można to nazwać duchowym wychodzeniem na pustynię. Rzeczywiście często oznacza to wewnętrzną burzę. Duchowość pustyni wiąże się z podejmowaniem duchowej walki. Z resztą wystarczy przypomnieć sobie kuszenia Jezusa na pustyni. Do takiej właśnie walki nawiązuje św. Hieronim w "Vita Sancti Pauli", gdzie w sposób bardzo barwny, właściwy swojej epoce, opisuje duchową walkę św. Antoniego, stoczoną na pustyni podczas drogi do św. Pawła. Pojawiające się tam postaci faunów, centaurów i satyrów są symbolami pokus i walki z nimi. To zmaganie dla Boga, a jednocześnie zjednoczenie z Nim, z pewnością jest nadzwyczajne i oznacza szczególne doświadczanie Jego miłości, w której Pan mówi do duszy słowami Proroka Ozeasza: "Chcę ją przynęcić, na pustynie ją wyprowadzić i mówić jej do serca" (Oz 2,16).

Zobacz schemat z działu: Duchowość → Charyzmaty Zakonu

 


Dlaczego jest tak, że jedni odkrywają swoje powołanie z łatwością często, nawet w dość młodym wieku, a inni muszą o to odkrywanie walczyć, domyślać się, i do końca nie są pewni, czy tak na prawdę mają powołanie? 

Z tą pewnością powołania nie jest tak prosto. Czasem jeśli jest zbyt duża, to okazuje się, że nie jest to sprawa Bożego powołania, tylko własnych planów i ambicji. Rozeznawanie powołania wymaga czasu, modlitwy i, co ważne - osądu Kościoła. To nie jest tak, że ktoś nagle ma olśnienie, podejmuje decyzje i koniec. To dopiero początek. To "przeczucie powołania". Dlatego właśnie formacja zakonna i seminaryjna trwa tak długo. Trzeba mieć czas na rozeznanie. Przez czas formacji nowicjusz, czy kleryk poznaje zakon i rozeznaje powołanie, ale także Kościół (a w naszym wypadku jego mała część - czyli Zakon) poznaje kandydata i rozeznaje jego powołanie. Dopiero obopólna zgoda i pewność jest przypieczętowaniem rozeznania Bożego powołania. Dopiero wtedy mozna złożyć sluby wieczyste i ew. potem przyjąć święcenia diakonatu i prezbiteratu. To tak jak w narzeczeństwie - musi być zgoda i pewnośc po obu stronach. I musi być sam czas narzeczeństwa, żeby sie poznać. Tak więc jak ktoś na dzień dobry chce mieć pewność... - niebezpieczna sprawa.

 


Jak często klerycy w seminarium mogą odwiedzać rodziny i czy wracają do domów na przerwy? Jak często rodzice mogą odwiedzać kleryka? 

Klerycy mają dwa tygodnie urlopu w czasie wakacji. Wyjeżdżają do domu na Boże Narodzenie i po Wielkanocy. Co roku, przed Bożym Narodzeniem, jest zjazd rodziców kleryków na Jasnej Górze. Poza tym nie ma ograniczeń co do odwiedzin rodziców w seminarium.
Trochę inaczej sprawa wygląda w nowicjacie - tam unika się raczej odwiedzin i wyjazdów, choć rodziny przyjeżdżają na obłóczyny (8.12.) i pierwsze śluby (8.09).